
„Do Maryi tup tup tup
Oj tak tak tak”
Z
tą właśnie
piosenką na ustach wędrowało do Częstochowy 95 pielgrzymów w
grupie
Wreszcie dotarliśmy do celu, jednak przez cały rok w naszej pamięci pozostaną za wysoko śpiewane godzinki;-), mądrości Romana z rana, żarty o pączku, kiedy paczuszka pokruszonych Petitków niestety nie wystarcza dla całej grupy, tylko nam znany okrzyk niezadowolenia, gdy piłka nie wpada do bramki na meczu z „16stką”- „by to…”, tradycyjny deszcz przed noclegiem w Tarchałach i Szarkach, przebijanie bąbli przez niestrudzoną służbę medyczną na pokładzie najbardziej cierpliwego człowieka pod słońcem, Pana Genia, adoracja w Słupii, która pomogła większości zrozumieć sens trudu pielgrzymowania i ufnie wtulić w ramiona Chrystusa… To wszystko sprawiło, że nie mamy wątpliwości: NIE MOŻNA DOJŚĆ NA SKRÓTY DO MIEJSCA, DO KTÓREGO DOJŚĆ WARTO.